Wyszukaj zawartość, posty, informacje

Jump for fun

brelok

Wysokoprocentowy koktajl sportu, adrenaliny, pozytywnych emocji, podróży i krajobrazów malowanych najpiękniejszymi barwami natury. Właśnie taka mieszanka od lat napędza Michała Ligockiego – naszego najbardziej utytułowanego snowboardzisty, któremu udało się połączyć pasję, przygodę i sportowe predyspozycje w wyjątkowy sposób na życie. Wszystko zaczęło się 17 lat temu, kiedy dwunastoletni Michał po raz pierwszy przypiął deskę do butów narciarskich i poczuł, że znalazł swoje antidotum na nudę. Do dziś nic się nie zmieniło. Jak mówi sam „Brelok”, muldy, freestyle, treningi i wszystko, co wiąże się ze snowboardem, zapewnia mu podwójną dawkę endorfin. Jazda na desce to jednak nie wszystko. Snowboard w przypadku Michała to prawdziwy lifestyle w wersji Off Road, który wykracza daleko poza stoki oraz białe bezdroża. W tzw. międzyczasie, a więc w przerwach pomiędzy kolejnymi treningami i zawodami, Michał Ligocki promuje aktywny styl życia, bierze udział w sesjach zdjęciowych, nagrywa filmiki ze snowboardem w roli głównej lub robi to, co lubi najbardziej – jeździ na desce ze swoimi przyjaciółmi.
W jaki sposób pasja Michała przełożyła się na wyniki sportowe? Lista jego osiągnięć to długi wykaz startów w zawodach pucharu świata i prestiżowych konkursach oraz występów w biało-czerwonych barwach na wielu międzynarodowych imprezach oraz trzykrotnie na igrzyskach olimpijskich. Jego specjalizacją są konkurencje snowboardowe typu freestyle (half-pipe, big air, slope style), w których, mówiąc bardzo ogólnie, liczy się styl, precyzja oraz poziom trudności wykonywanych tricków oraz przede wszystkim sportowa kreatywność.
Czas na jazdę z Michałem Ligockim w roli głównej, podczas której przybliżymy jego sportową sylwetkę, sfocusujemy się na kilku zagadnieniach związanych ze snowboardem i udowodnimy, że sukces rodzi się z prawdziwej pasji.
No to jazda!

 

Flashback

Kiedy słucha się wypowiedzi sportowców, którzy odnieśli sukces, zazwyczaj słyszymy, że swoją karierę rozpoczynali w formie zabawy
w wieku kilku lub kilkunastu lat. Nie inaczej było w przypadku Michała Ligockiego. Wyobraźmy sobie chłopca z narciarskiej rodziny, który jako 4-latek stawia swoje pierwsze kroki na stoku i zaczyna śmigać po śniegu w okolicach Cieszyna. Wystarczyło jednak 8 sezonów dzieciństwa, aby ta zabawa zaczęła go nudzić. W wieku 12 lat „Brelok” zaczął eksperymentować ze śniegiem, ryzykując siniaki i reprymendy rodziców. Młody zaczął zjeżdżać na „krechę”, skakać i szukać nowych wrażeń. Jako, że brat Mateusz był dobrze zapowiadającym się snowboardzistą, który właśnie dostał od swego sponsora nowy sprzęt, Michał mógł skorzystać z jego deski. Wystarczyła zgoda rodziców, parę wskazówek starszego brata i kilka prób na podwórku, aby okazało się, że „Brelok” to talent w czystej postaci. Minęło niewiele czasu, a Michał zaczął jeździć na poważnie i już pierwsze starty przekonały fachowców, że Ligocki to…

 

Michał Ligocki – nadzieja polskiego snowboardu

Rozwój talentu przebiegał naturalnie i bardzo szybko. Michał jako 14-latek brał udział w zawodach seniorów i zadziwił wszystkich, zajmując, m.in. piąte miejsce w zawodach w ramach Pucharu Europy. Treningi robiły swoje – „Brelok” z czasem jeździł coraz lepiej, wykonywał co raz bardziej skomplikowane tricki, a jego nazwisko stało się rozpoznawalne.

 

Z Cieszyna do Soczi

Okazało się, że chłopak z Cieszyna może rywalizować z najlepszymi na świecie. Realizując swoją pasję, Michał dojechał na desce aż do olimpiady w Soczi. Po drodze zaliczył wiele znakomitych startów, m.in.: zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata we włoskim Valmalenco, tryumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Europy, złoty medal na Uniwersjadzie Zimowej oraz udział w Igrzyskach w Turynie (2006) i Vancouver (2010) i Sochi (2014). Mało kto z polskich zawodników, reprezentujących sporty zimowe, może pochwalić się takimi wynikami – oczywiście z wyjątkiem naszych skoczków, którzy
w ostatnim czasie odnoszą spektakularne sukcesy.

 

Snowboard is my life

Dla snowboardzistów deska to sposób na życie, nieograniczone możliwości autoekspresji oraz doskonalenia swoich umiejętności i poznawania nowych ludzi, których łączy wspólna pasja. Michał
w wielu wywiadach podkreśla, że, oprócz doskonalenia tricków i udziału w zawodach, najbardziej kręci go zwiedzanie świata w poszukiwaniu śniegu. Fascynujące jest to, że wielu amatorów traktuje snowboard jako swoje sportowe DNA, które daje im pretekst do odkrywania nowych zakątków świata i wychodzenia poza ciasne schematy zimowych wakacji. Ten lifestyle powoduje, że różnice między zawodowcami, a zakręconymi na punkcie deski pasjonatami, są niewielkie, tym bardziej, że zawodnicy klasy Michała Ligockiego lubią jeździć i imprezować w towarzystwie przyjaciół i „zwykłych” snowboardzistów.

 

Deską po mapie

Michał Ligocki dzięki swojej pasji zwiedził kawał świata odwiedzając jego najpiękniejsze zakątki. „Brelok” odwiedzał, m.in. najlepsze ośrodki narciarskie świata, takie jak Squaw Valley, North Star, czy Alpine Medows zlokalizowane w górach Sierra Nevada. Takie wyjazdy to nie snobizm, lecz bardzo często konieczność, ponieważ wbrew pozorom w Europie nie ma aż tylu miejsc, w których można pojeździć na desce w half- pipe czy poskakać na skoczniach na 20-30 metrów. Jak często podkreśla Michał, aby pojeździć na wysokim poziomie (dosłownie i w przenośni) nie trzeba zawsze lecieć na inny kontynent, ponieważ bardzo dobre warunki do freeride’u panują, np. w Tatrach słowackich oraz we francuskich Alpach.

 

Snowboard po polsku

Jeśli chcemy pojeździć na desce w Polsce, to można skorzystać z możliwości, jakie zapewnia, np. Ustroń, Wisła i Szczyrk. Właśnie tam można spotkać Michała Ligockiego, który jeździ tu, gdy tylko ma okazję. Jednak, jak przystało na freestyle’owca, nasz najbardziej utytułowany snowboardzista często ucieka z utartych szlaków, szukając nowych miejscówek po lasach, które doświadczonym zawodnikom zapewniają ekstremalne wyzwania i przyjemny dreszczyk emocji.

 

Talent z metką Made in Poland

Jeśli chodzi o potencjał sportowy polskiego snowboardu, to niestety na horyzoncie na razie nie widać młodych zawodników, którzy mogliby zastąpić braci Michała i Mateusza Ligockich oraz ich kuzynkę Paulinę. Wiele firm chce sponsorować ich następców, ale na razie nie mogą znaleźć konkretnej osoby. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: infrastruktura – standardowy problem polskiego sportu – mała ilość obiektów i stoków narciarskich, niewielka liczba trenerów oraz brak nowoczesnych programów szkolenia młodzieży. Temat jest dość skomplikowany. Przykład rodziny Ligockich uświadamia, że talent jest najważniejszy, nie mniej trzeba stworzyć warunki, aby móc go odkryć ponieważ snowboard nie należy do najtańszych dyscyplin sportowych.

 

Lifestyle coaching

Być może w niedalekiej przyszłości sytuacja ulegnie zmianie, ponieważ Michał Ligocki chciałby w przyszłości podzielić się swoim doświadczeniem otwierając szkołę snowboardu, gdzie młodzi ludzie mogliby uczyć się łączyć pasję i kreatywność z techniką. Sam „Brelok”, jako absolwent AWF z kursem trenerskim, ma mocne papiery na to, aby w fachowy sposób przekazywać praktyczną wiedzę. Michał już teraz pracuje na przyszłość polskiego snowboardu, promując jazdę na desce jako sport i przede wszystkim jedyny w swoim rodzaju life style. Więcej snowboardu w mediach to podstawa, ale trzeba pamiętać, że wiele zależy od zaangażowania całej generacji osób, które lubią freestyle oraz determinacji zawodników, którzy chcą osiągnąć sukcesy i konkurować z najlepszymi.

 

Zdrowe ciśnienie

Pamiętajmy, że nie każdy zostanie Michałem Ligockim, ale każdy, kto lubi snowboard, może zmienić swoją pasję w zdrową zajawkę, dzięki której można odkryć zupełnie nowy wymiar zabawy w wersji freestyle – i to o każdej porze roku. Wiemy przecież, że samo poszukiwanie śniegu, to także wyzwanie wyzwalające pozytywną energię.
 

Images © Marek Ogień