Wyszukaj zawartość, posty, informacje

Wywiad z Sylwią Majdan

sm

Sylwia Majdan – projektantka z zawodu i z zamiłowania. Absolwentka ekonomii na Uniwersytecie Szczecińskim i Akademii Sztuk pięknych im. W. Strzemińskiego w Łodzi. Artystka ceniąca profesjonalizm, precyzję i staranność wykonania.
Piękno i tajemniczość to niezmienne cechy kolekcji prezentowanych przez markę Sylwia Majdan. Jej niezwykły świat mody odznacza się wyjątkowym połączeniem elegancji i prostoty stylu. Stonowane kolory w magiczny sposób zostają ożywione przez najwyższej jakości tkaniny. Przepiękne fasony kuszą niedomówieniem, a efekt końcowy projektów zachwyca dbałością o każdy szczegół.
 

Chciałabym poznać Twój sposób myślenia o modzie…

Zależy mi na tym, żeby moda była zabawą, oczywiście ze smakiem. Chciałabym, żeby ludzie nie ulegali trendom obowiązującym w danym sezonie i nie zmieniali szafy co pół roku, bo jest to tak naprawdę niemożliwe. Poza tym nie wszystko, co jest modne musi każdemu z nas pasować. Sami najlepiej wiemy, ile mamy do ukrycia, jakie mamy zalety i naprawdę często umiemy wyeksponować to, co trzeba. Tego bym się właśnie trzymała.
 

A jaką rolę pełni moda w Twoim życiu?

Jest oczywiście moim sposobem na życie, ale także pasją, moim drugim dzieckiem. Nie mogę powiedzieć, że szyłam ubranka dla lalek, gdy byłam małą dziewczyną, bo bym skłamała. Pracując jako modelka i później jako fotomodelka, obserwowałam zza kulis projektantów. Wtedy już wiedziałam, że chciałabym znaleźć się po drugiej stronie. Uważam jednak, że warto jest ukończyć jakąś szkołę, mieć rzetelną wiedzę na dany temat, dlatego podjęłam studia na ASP w Łodzi. Uczelnia dodała mi skrzydeł. Przekonałam się, że obrałam kierunek, w którym powinnam zmierzać.
 

Często mówisz, że inspiruje Cię codzienność. Co szczególnie zwraca Twoją uwagę?

To bardzo trudne pytanie, bo inspiracje bywają tak różne. Czasami jest to rozmowa z ciekawym człowiekiem, czasami przepiękne miejsce w Paryżu. Po latach pracy zauważyłam jednak, że

największą inspiracją są dla mnie kobiety. Uważnie wsłuchuję się w to, co mówią, poznaję ich potrzeby i staram się oddać to w spójnej kolekcji, w której wybrzmiewają echa lat 50. i 60.

W tym roku obchodzisz piękny jubileusz 10-lecia Twojej marki. Jak myślisz, w czym tkwi tajemnica Twojego sukcesu? Czemu klientki chętnie do Ciebie wracają?

Szczerość i otwartość projektanta sprawia, że klientki zawsze wrócą. Słuchanie kobiet i faktyczne spełnianie ich oczekiwań w zgodzie z tym, co mi w duszy gra – wydaje mi się, że to jest kluczem do sukcesu. Często ocenia się projektantów po tym, jakie gwiazdy ubrali. Ja nie chcę ubierać samych celebrytek, bo my wszystkie jesteśmy gwiazdami, my wszystkie jesteśmy bardzo ważne i dlatego szanuję każdą klientkę. Tak naprawdę to te kobiety poświęcają nam swój czas i swoje ciężko zarobione pieniądze, w jakimś stopniu obdarowując nas zaufaniem.
 

Czy myślisz, że można się wyuczyć eksponowania piękna drugiej osoby?

Strój jest dodatkiem, chociaż muszę przyznać, że szata ciut zdobi człowieka. Gdy czujesz się nie najlepiej, ale dobrze się ubierzesz, to humor się poprawia. Dlatego też, jeżeli chodzi o miary indywidualne, to doradzamy, nie przebieramy. Wiele jednak przychodzi wraz z doświadczeniem.
 

A czym jest dla Ciebie minimalizm? Zdaje mi się, że czymś więcej niż nurtem w sztuce…

Nie będę oryginalna mówiąc, że lepiej mniej niż więcej, ale tak uważam. Świat strasznie pędzi. My kobiety, mając pracę, dzieci, mężów, wszędzie musimy dobrze wyglądać. Chciałam, żeby moje stroje to ułatwiały. Uważam, że minimalizm i klasyka zawsze się obronią.
 

Podążanie tym kierunkiem wymusza jednak niezwykłą dbałość o szczegóły…

Dużą wagę przywiązuję do detali. W szkole projektowanie zaczynało się głównie od rysunku. Tutaj jednak wszystko dzieje się tak szybko… Najważniejsza okazuje się tkanina i – niezwykłe dla mnie istotny – sposób wykończenia.
 

Jakimi ludźmi lubisz się otaczać?

Bardzo lubię ludzi mądrzejszych od siebie. W pracy zależy mi na tym, żeby otaczały mnie osoby dobre w swoim fachu. I takie mam. Niezwykle cenię swoich współpracowników. Sukces zawsze miał wielu ojców. Tu nie jest inaczej. Myślę, że bez tych ludzi wizerunek marki mógłby wyglądać inaczej.
 

Kto Cię najbardziej wspiera?

Tych osób jest naprawdę dużo. Wydaje mi się, że mam genialnie dobrany zespół i tak dobrze ułożone życie prywatne, że chyba każdy po troszeczku w czymś innym.
 

Czy możesz opowiedzieć o przełomowych momentach w Twoim życiu?

Studia na ASP w Łodzi były najlepszym wyborem, jakiego dokonałam. Wspominam moje pierwsze zajęcia z rysunku z prof. Tadeuszem Śliwińskim. To było magiczne. Nie byłam po plastyku, dlatego nie do końca wiedziałam, o co chodzi. Z jednej strony martwa natura, z drugiej akt do namalowania. Pamiętam jakby to było wczoraj – zapach pracowni… To było fantastyczne.
Jednak najważniejszą chwilą był moment, w którym urodził się mój synek. I chociaż nie wyobrażam sobie życia bez pracy, to, gdy wracam do domu, jestem mamą na 100%.
 

Zazwyczaj harmonogram dnia wygląda dość podobnie, ale czy jest jakaś pora dnia, którą lubisz najbardziej?

Gdy wchodzę po schodach do atelier, to jestem podekscytowana. Praca daje mi ogromną satysfakcję, ale z drugiej strony, gdy z niej wychodzę i wchodzę po schodach do domu, też promienieję. To są takie dwie pory dnia, w których jestem naprawdę szczęśliwa.
 

O czym marzysz?

Jeśli chodzi o sferę zawodową, to chciałabym, żeby moja marka była jeszcze bardziej rozpoznawalna. Planujemy otworzyć sklep gdzieś w Europie, np. w Berlinie. Wolimy jednak jeść powoli łyżeczką niż brać chochelką. Co ma być, to będzie. Nie chciałabym robić czegoś, czego nie będziemy w stanie do końca ogarnąć.
 

Lepiej mniej niż więcej…

Dokładnie.
 

Images © Adam Fedorowicz