Wyszukaj zawartość, posty, informacje

Wywiad z Tomaszem Ossolińskim

to

Bakcyla połknął jako dziecko. Zawodowo projektuje i szyje od dwudziestu lat. W szyciu garniturów na miarę nie ma sobie równych. O tym jak zaczynał i dlaczego garnitur na miarę jest tańszy, niż ten kupiony w sklepie – rozmawiamy z Tomaszem Ossolińskim.

Kiedy i jak zaczęła się Pana przygoda z krawiectwem?

W dzieciństwie. Moja babcia była krawcową, więc stukot maszyny do szycia towarzyszył mi praktycznie od urodzenia. Ta maszyna była moją fascynacją. Inne dzieciaki zachwycały się samochodami, czy lalkami, a ja mogłem godzinami wpatrywać się w moją babcię pochyloną nad tym starym Łucznikiem. Dlatego bardzo wcześnie zdecydowałem, że zostanę krawcem.

A kiedy Pan po raz pierwszy coś sam uszył? I co to było?

Gdy miałem osiem lat uszyłem sobie krótkie spodenki. Babcia je skroiła, a ja je zszyłem. Nie pamiętam żebym potem tak dumnie nosił jakiekolwiek inne ubranie. Nawet w moich najlepszych garniturach nie czuję takiej dumy, jak wtedy w tych spodenkach (śmiech).

Potem zacząłem pruć stare ubrania, po to żeby się dowiedzieć jak zostały uszyte. Tak poznawałem pierwsze tajniki krawiectwa.

Rozumiem, że nie miał Pan problemu z wyborem drogi kształcenia?

Rzeczywiście. To że wybrałem szkołę odzieżową było wręcz naturalne. Nie wiem w jakim innym kierunku mógłbym się kształcić.

Może szewca? Ostatnio dla Gino Rossi zaprojektował Pan kolekcję butów? Miał Pan w tym temacie jakieś wcześniejsze doświadczenie?

Żadnego, ale wiedziałem jakich butów brakuje na rynku i jakie chciałbym sam nosić. Oczywiście zanim podjąłem się tego zadania spenetrowałem całą fabrykę i dokładnie poznałem poszczególne etapy procesu szycia butów. Spędziłem sporo czasu przyglądając się pracy szewców. To ważne żeby wiedzieć co jest możliwe do zrobienia, a czego nie da się wykonać, bo są pewne technicznie ograniczenia. Gdy już miałam pewna wiedzę w tym temacie, przedstawiłem swoją wizję konstruktorom, którzy zmaterializowali ją w formie siedmiu modeli butów. Tak powstała kolekcja Tomasz Ossoliński for Gino Rossi.

To są tylko męskie buty?

To jest sześć modeli męskich i jeden damski w dwóch wersjach kolorystycznych. W kolekcji męskiej znalazły się zarówno fasony casualowe, jak i bardziej eleganckie, idealnie pasujące do smokingu, czy na wieczorne wyjścia. Damski model to klasyczne, wysokie szpilki z charakterystycznymi przeszyciami, które zastosowałem także w męskich modelach. Moim skromnym zdaniem są super kobiece.

Wróćmy zatem do krawiectwa. Specjalizuje się Pan w szyciu na miarę garniturów. Dlaczego właśnie garnitury? Przecież to najtrudniejsze do uszycia?

Właśnie dlatego. Nigdy nie szedłem na łatwiznę. Nawet w szyciu garniturów największą satysfakcję sprawia mi szycie na te trudniejsze sylwetki. Zdecydowanie łatwiej jest uszyć świetnie dopasowany garnitur na proporcjonalnego mężczyznę. Większy problem jest przy szyciu dla pana bardzo wysokiego, z brzuszkiem, czy nawet garbem. To sztuka tak skroić garnitur, żeby zniwelować mankamenty figury i uwydatnić jej zalety. Ale potem nie ma nic bardziej motywującego, jak zadowolony mężczyzna, który widzi, że w garniturze może prezentować się dobrze. Taki widok dodaje skrzydeł i nadaje sens mojej pracy.

No właśnie, chyba trudno taki efekt osiągnąć kupując garnitur w sklepie.

Każdy z nas jest inny. Ma inną sylwetkę, inną szerokość pleców, czy długość ręki. W sklepach rozmiary siłą rzeczy są zunifikowane, dlatego trudno znaleźć coś co leży idealnie. Taki efekt można osiągnąć tylko przy szyciu na miarę.

Garnitur na miarę to jednak droga przyjemność. Nie każdego na to stać.

To zależy jak się na to spojrzy. Mówi się, że „Biednego na tanie rzeczy nie stać.” Jest wielu mężczyzn, którzy mają w szafie po kilka kupionych w sklepie garniturów, które wręcz tam zalegają. Panowie nie noszą ich, bo mówią, że nie lubią garniturów, albo że źle się w nich czują. Są też takie garnitury, które po kilku praniach w pralniach chemicznych po prostu się niszczą.
A wystarczyłoby mieć zaledwie dwa-trzy garnitury, ale idealnie skrojone i uszyte ze świetnych jakościowo tkanin, które służyłyby o wiele dłużej i co najważniejsze czulibyśmy się w nich dobrze. W rezultacie wydalibyśmy zdecydowanie mniej pieniędzy i bylibyśmy bardziej zadowoleni. Poza tym zawsze powtarzam, że dobry garnitur należy traktować jako inwestycję w siebie i swój wizerunek. Bo czyż nie jesteśmy pewniejsi siebie, bardziej elokwentni, gdy wiemy że świetnie się prezentujemy?

Ile zatem kosztuje garnitur od Tomasza Ossolińskiego?

Jestem jednym z tańszych na rynku. Za garnitur uszyty w mojej pracowni trzeba zapłacić w zależności od wybranej tkaniny od 6,5 do …. tys. zł. Jednak u nas klient ma gwarancję, że garnitur będzie leżał idealnie. Zawsze zanim przystąpimy do szycia garnituru właściwego szyjemy tzw. garnitur próbny, z tańszej tkaniny. Robimy to po to, aby już na tym etapie wyeliminować wszystkie ewentualne wady. Poza tym klient nie musi się martwić i zastanawiać, czy aby na pewno będzie zadowolony z efektu końcowego. Przekonuje się o tym zdecydowanie szybciej.

Ile trwa szycie garnituru u krawca?

Zdarza się, że szyjemy garnitur ekspresowo w ciągu kilku dni, bo klient ma taką potrzebę. Ostatnio rekord pobiliśmy, gdy w ciągu trzech dni uszyliśmy smoking dla Daniela Olbrychskiego na rozpoczęcie Festiwalu Filmowego w Gdyni. Czas przygotowania garnituru przede wszystkim uzależniony jest od czasu i dostępności klienta. Na pierwszym spotkaniu zdejmujemy miarę oraz wybieramy tkaninę, z której będzie szyty garnitur właściwy. Potem na przymiarce mamy już gotowy garnitur próbny i na nim dokonujemy niezbędnych przeróbek. Gdy ten próbny jest idealny, kolejne spotkanie jest już w zasadzie po to, aby odebrać produkt końcowy. Zwykle wystarczą dwie przymiarki, a generalnie cały proces średnio trwa ok. 3 tygodni.

Mówi Pan o smokingu dla Daniela Olbrychskiego. Czy dużo ma Pan znanych klientów?

Sporo, ale to stosunkowo mały procent moich klientów.

Kto w takim razie jest klientem Pana pracowni?

Wśród moich klientów są biznesmeni, osoby zajmujące prestiżowe, wysokie stanowiska, prawnicy. Są także politycy. Wszędzie tam, gdzie istotna jest dobra prezencja można znaleźć moich klientów.

Ostatnio głośno było o Panu, jako bohaterze pierwszego filmu dokumentalnego o polskim projektancie? Jak to się w ogóle stało, że reżyserka Judyta Fibiger zrobiła o Panu film?

To od początku do samego końca był pomysł Judyty. Wcześniej zrobiła ona genialny film o historii polskiej mody zatytułowany „Political Dress”. Film o konkretnym polskim projektancie miał być kontynuacją tego dokumentu. A dlaczego wybrała mnie? To pytanie raczej do Judyty.

W filmie pokazuje Pan kulisy z przygotowań do jednego z Pana pokazów. To bardzo osobisty obraz. Trudno było się otworzyć przed kamerą?

W ogóle o tym nie myślałem. Judyta i realizator zdjęć – Tomek Nowak – byli tak dyskretni, że tylko na początku miałem tremę. Potem już nawet nie czułem ich obecności. Pokaz to przedsięwzięcie, które wymaga sporo pracy i skupienia. Szczerze mówiąc w całym tym „przedpokazowym ferworze walki” nie miałem nawet czasu i siły myśleć o kamerze. Pewnie dlatego film jest bardzo autentyczny, za co był chwalony.

Film był wyświetlany w kinach. Czy teraz można go jeszcze gdzieś zobaczyć?

Aktualnie w planach Judyta ma prezentację filmu na różnorodnych festiwalach filmowych na całym świecie. W Polsce sporo osób dopytuje się o niego, więc zapewne będzie jeszcze wyświetlany w kinach, tyle że tym razem w kinach studyjnych. Proszę być czujnym.

Zatem pozostaje nam śledzić repertuary kinowe. Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Images © z filmu „Before the Show”